Ogród to Symbol harmonii z Bogiem, stworzeniem i samym sobą. Ogród zawsze symbolizuje bliskość – znak znajomości z Bogiem, gdzie człowiek słyszy Jego głos i rozmawia z Nim jak z przyjacielem. Dziś w sobotni, styczniowy poranek poddałam się refleksji …
Zimowy ogród – nie krzyczy. On milczy – i właśnie dlatego mówi najwięcej.
Na pierwszy rzut oka: martwota. Gołe gałęzie, gdzie nie gdzie z czarnym krukiem, ziemia twarda jak kamień, kolory wycofane do minimum. Zero efektu „wow”. Ale to złudzenie. Zimowy ogród to przestrzeń zawieszenia, nie śmierci. Tu życie nie znika – ono schodzi pod ziemie, chroni się, zbiera siły, robi swoje w ukryciu.
Zima obnaża prawdę. Bez liści nie da się udawać. Każda krzywizna gałęzi, każde pękniecie pnia wychodzi na jaw. Ogród zimą uczy odwagi bycia takim, jakim się jest, bez dekoracji i aplauzu mimo białej, śniegowej pierzyny.
To czas, w którym nie produkuje się owoców – produkuje się korzenie.
Jest w tym ogrodzie asceza. Minimum bodźców, maksimum sensu. Cisza, która nie ogłusza, tylko porządkuje. Kto umie w niej wytrzymać, ten odkrywa, że brak nie jest pustką, lecz miejscem przygotowania. To swoista eschatologia.
Zimowy ogród mówi jasno: nie wszystko, co wartościowe, jest widoczne; nie wszystko, co żywe, musi być zielone; nie każdy czas jest od wzrostu – niektóre są od dojrzewania w ukryciu.
I jeszcze jedno; wiosna nie przychodzi mimo zimy. Przychodzi dzięki niej.
Zapraszam na eschatologiczną refleksje i zimowy spacer.
