PRZEDWIOŚNIE

Przedwiośnie to pora niepewna…

błoto zamiast zieleni, zimno, które jeszcze trzyma, i obietnica, która dopiero się przebija. Teologicznie to czas „pomiędzy” – dokładnie tam, gdzie często lokuje się wiara. Nie jest jeszcze spełnieniem, ale już nie czystym brakiem. Jak Izrael na pustyni, jak Kościół między Wielkanocą a Paruzją: żyjemy w napięciu „już” i „jeszcze nie”.

W przedwiośniu Bóg działa bez fajerwerków. Życie wraca po cichu, pod ziemią. To korekta naszej religijnej wyobraźni: nie wszystko, co zbawcze, jest spektakularne. Zmartwychwstanie zaczyna się jak ferment – od środka. Teologia przedwiośnia uczy cierpliwości i realizmu: łaska nie omija materii, błota, zmęczenia. Przeciwnie – właśnie tam zapuszcza korzenie.

Dlatego przedwiośnie jest duchowo uczciwe. Obnaża fałszywy optymizm i tanią nadzieję. Zmusza do decyzji: czy zaufam obietnicy, zanim zobaczę owoce? Wiara nie polega tu na euforii, ale na wytrwałości. To zgoda na drogę, na której Bóg jest wierny nawet wtedy, gdy świat jeszcze nie wygląda na odkupiony.