Przylaszczka – nie krzyczy kolorem jak letnie ogrody. Wychodzi cicho. Jeszcze gdy ziemia jest twarda, ona już jest. Niska. Delikatna.
A jednak pierwsza. I w tym jest jej teologia.
Wyrasta z chłodu. Nie czeka na idealne warunki. Nie potrzebuje aplauzu. Jej fiolet i błękit nie są dekoracją – W porządku stworzenia przylaszczka mówi to samo, co Pascha w historii zbawienia – że Bóg działa wcześniej, niż człowiek zdąży uwierzyć. Jej liście – trójklapowe – w tradycji ludowej kojarzono z Trójcą. Nie jako tani symbol, ale jako przypomnienie, że jedność nie jest jednolitością. Różne płatki, jedno wnętrze. Różne Osoby, jedna Miłość. Kwiat nie tłumaczy dogmatów – on je ucieleśnia w ciszy.
Przylaszczka rośnie blisko ziemi. Nie aspiruje do wysokości. I to też jest katecheza. Czasem ma kilka centymetrów i trwa tylko chwilę.
Jej kruchość nie jest słabością – jest formą zaufania. Kto kwitnie w marcu, ten musi liczyć się z przymrozkiem. A jednak kwitnie.
W pedagogice duchowej przylaszczka jest obrazem młodego człowieka: wrażliwego, jeszcze nieukształtowanego, a jednocześnie zdolnego do zaskakującej odwagi życia. Trzeba mu stworzyć przestrzeń jak w lesie – trochę światła, trochę osłony, cierpliwość. Resztę zrobi łaska.
Teologia przylaszczki jest prosta i bezkompromisowa: nie czekaj na wiosnę doskonałą.
Wychodź ku światłu, nawet jeśli ziemia jeszcze zimna. Zmartwychwstanie zaczyna się pod ściółką.
