WRZOSIEC NA PRZEDWIOŚNIU

Przedwiośnie to pora niecierpliwa. Zima jeszcze trzyma ziemię w chłodnym uścisku, a już coś się w niej buntuje. Świat jest szary, rozmyty, jakby niedokończony. I właśnie wtedy pojawia się wrzosiec – nie jako zapowiedź wiosny, lecz jako jej wyprzedzenie.

Kwitnący wrzosiec nie czeka na idealne warunki. Nie potrzebuje fanfar ani słońca, które grzeje z pełną mocą. Wystarcza mu odrobina światła i zgoda na ryzyko. Jego drobne, różowe lub fioletowe kwiaty wyrastają z ziemi jeszcze niepewnej, wilgotnej, czasem przymarzniętej. To nie jest kwitnienie spektakularne. To kwitnienie uparte.

Wrzosiec na przedwiośniu mówi jasno: życie nie pyta o pozwolenie. Wyrasta tam, gdzie wszystko podpowiada, że „to jeszcze nie czas”. Bo wiosna, gdy już przyjdzie na dobre, będzie oczywista. Patrząc na wrzosiec, trudno nie myśleć o ludzkim doświadczeniu czekania. O momentach przejścia, gdy stare jeszcze nie odpuściło, a nowe dopiero próbuje się przebić. Przedwiośnie to czas napięcia: między nadzieją a zmęczeniem, między obietnicą a zwątpieniem. Wrzosiec kwitnie dokładnie w tej szczelinie. Nie rozwiązuje napięcia – on je zamieszkuje. Kwitnący wrzosiec na przedwiośniu uczy jednego: nadzieja nie przychodzi wtedy, gdy wszystko jest gotowe. Przychodzi wcześniej. Czasem zbyt wcześnie. I właśnie dlatego ma sens.

  • Posted by zielonateologia
  • 25 marca, 2026
  • KRZEWY

2 Comments Say something

  1. Droga Siostro Halinko, to jest piękne, przyroda w każdym elemencie woła pięknem chwaląc Stwórcę, trzeba zachwycając się nią wielbić Boga!
    Dziękuję za te rozważania.
    Zawsze jak patrzę na magnolię ogarnia mnie zachwyt.

  2. Droga Siostro Halinko, to jest piękne, przyroda w każdym elemencie woła pięknem chwaląc Stwórcę, trzeba zachwycając się nią wielbić Boga!
    Dziękuję za te rozważania.
    Zawsze jak patrzę na magnolię ogarnia mnie zachwyt.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *